Nie ma prawdopodobnie drugiego takiego kraju jak Uzbekistan. Kolebka kultury, o której świat zapomniał. Kolebka architektury monumentalnej, o której nie pisze się w książkach z zakresu historii architektury. Kolebka sztuki rzeźbiarskiej, o której mało który rzeźbiarz słyszał. Dla Polaka Uzbekistan brzmi egzotycznie, tajemniczo, wydaje się być krajem gdzieś na końcu świata. Jednocześnie niczym miasta z Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy brzmią w polskich uszach takie nazwy jak: Samarkanda, Taszkent, Buchara czy też Termitz. Spotkać tutaj nadal można barwne karawany, uzbrojonych w fantazyjnie wygięte noże derwiszów czy w końcu tajemnicze pustynne oazy. Uzbekistan to kraj z którym nierozerwalnie związane są takie postacie jak Czyngis-chan, Timur Chromy, Nasrullah-chan i Józef Stalin. Ten przewodnik zabierze Cię najpierw do Taszkentu, pokaże jego zabytki i historię. Następnie ruszymy do pełnej tajemnic Kotliny Fergańskiej, gdzie przeszłość mieszka się z teraźniejszością do tego stopnia, że trudno oprzeć się wrażeniu, że lada chwila zobaczymy karawany ciągnące jedwabnym szlakiem. Dalej przeniesiemy się do Samarkandy, Chiwy, Buchary oraz mniej znanych, ale równie fascynujących miejsc. W końcu udamy się na Zachód, by przeżyć to co jest tam do przeżycia, zobaczyć to co jest do zobaczenia: piękne krajobrazy, wspaniałe pustynie czy rozległe stepy. Spotkamy ludzi, którym daleko do tego co znamy z Europy a jakże blisko do naszych wyobrażeń o Oriencie. Naszą przygodę z Uzbekistanem zakończymy zaś w „państwie, które nie istnieje“ – Republice Karakałpackiej. Pora odkryć wszystkie tajemnice Uzbekistanu!

Zapraszam do KSIĘGARNI GLOBTROTERA, gdzie znajdziecie wszystkie potrzebne informacje!

Miasta Jedwabnego Szlaku - BUCHARA

Buchara (uzb. Buxoro) – miasto w Uzbekistanie, stolica wilajetu bucharskiego, w dolinie rzeki Zarafszan.

 

Buchara leży w rejonie eksploatacji bogatych złóż gazu ziemnego (Gazli); przemysł m.in. futrzarski (karakuły), jedwabniczy, spożywczy (w tym winiarski), oczyszczalnie bawełny; rzemiosło artystyczne (słynne bucharskie dywany). Ośrodek turystyczny o międzynarodowym znaczeniu i naukowy (szkoły wyższe). Węzeł komunikacyjny (port lotniczy).

 

Założone około I wieku, w VI-VII wieku sogdiańskie miasto Numidżket. W VIII-IX wieku duży arabski ośrodek handlu na szlaku karawanowym z Azji Środkowej do Europy. Od końca IX wieku stolica Samanidów, ognisko kultury nowoperskiej (działalność medyczna i filozoficzna Awicenny, poetów Rudakiego i Ferdousiego). W 999[1] zdobyta przez Turków. Zniszczona w 1220 przez Dżyngis-chana, a w 1370 zdobyta przez Timura. Od połowy XVI wieku stolica mongolskiego chanatu bucharskiego, następnie emiratu pozostającego pod protektoratem rosyjskim. Od 1920 stolica Bucharskiej Ludowej Republiki Radzieckiej, a od 1924 włączona do Uzbeckiej SRR.

 

Stare miasto Buchary jest jednym z najcenniejszych zespołów architektury islamu w Azji Środkowej i obejmuje około ok. 140 obiektów. Zabytkowe centrum Buchary zostało wpisane w 1993 roku na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.

 

 

Miasto szczyci się długą i burzliwą przeszłością oraz tym, że na jego liście zabytkowej architektury monumentalnej i bytowej jest ponad 400 obiektów. Buchara wspomniana została już w "Aweście”, antycznej księdze zaratusztriańskiej datowanej na VI w. p.n.e. (!). Burzona i odbudowywana w ciągu stuleci na tym samym miejscu stanowi niezwykle ciekawy teren dla archeologów. Ludzie mieszkali w tej obszernej oazie już w epoce kamiennej. I chociaż najstarsze całe, lub w dużych fragmentach, zachowane tutejsze budowle pochodzą "zaledwie” z X-XI wieków, to metryka niektórych z nich bywa o kilkanaście wieków starsza.

 

 

http://www.echodnia.eu: 

 

W przypadku np. Arku – cytadeli, w obecnym kształcie z XVI wieku z późniejszymi przeróbkami, są to fragmenty z... III w. p.n.e. Podobnie jak w Samarkandzie, najważniejsze zabytki lub ich zespoły znajdują się w kilku miejscach, chociaż niezbyt odległych od siebie.

 

Najwięcej skupionych jest obok tutejszego "Piaszczystego placu” - Registanu. Jego najsłynniejszą dominantę stanowi, wzniesiony w 1127 roku, najpiękniejszy w Azji Środkowej, minaret Kalian – według legendy jego pięknem zachwycał się nawet sam Czyngis-chan – i przyległy do niego ogromny meczet o tej samej nazwie. Vis a vis którego znajduje się czynna, a więc wewnątrz niedostępna dla obcych medresa. Minaret ten służył nie tylko do nawoływania wiernych do modlitwy a w nocy – palono na nim ogniska – wskazywania drogi karawanom, ale też – aż do 1884 roku – był miejscem kaźni. Skazanych na śmierć po prostu zrzucano z niego na dół.


Najstarszą zachowaną budowlą miasta i prawdziwą perełką jego architektury jest, słusznie uważane za najpiękniejsze w Azji Środkowej, Mauzoleum Samanidów z IX-X w. Niewielkie, z nie wypalanych cegieł, ale niezwykłe. Zbudowano je w kształcie sześcianu nakrytego okrągłą półkopułą. A więc w kształcie wywodzącym się z mitologicznej symboliki antycznych religii, zgodnym jednak także z późniejszym sufizmem – jednym z nurtów islamu. W nich bowiem sześcian jest symbolem Trwałości i Ziemi. Kopuła natomiast odzwierciedleniem nieboskłonu.

 

Natomiast ich połączenie – symbolem jedności Wszechświata. Ściany zewnętrzne zostały ułożone z cegieł w przemyślne koronkowe wzory oraz ornamenty i zmieniają w ciągu dnia kolory w zależności od naturalnego oświetlenia. Przepiękne jest także wzornictwo wewnętrznych ścian i sklepienia. Na ich tle wspaniale odcinają się zwłaszcza barwne stroje kobiet – pątniczek . Trafiliśmy w nim na kilkuosobową ich grupę, która rozsiadła się w rogu mauzoleum na podłodze jak na pikniku, łącząc modlitwy pod wodzą przewodniczki z posiłkiem: chlebem, owocami, warzywami.

 

W mieście określanym jako największe w Azji Środkowej muzeum pod gołym niebem, do najstarszych, zachowanych dzieł bucharskiej architektury należy też meczet Magoki Attari ( XII-XVII w ) stojący poniżej poziomu współczesnej ulicy. Zbudowany, dodam, na fundamentach z IX-X w. Obiektem, którego podczas pobytu w tym mieście nie wolno pominąć jest była medresa Kukeldasz – Nadir Devon Begi ( XVI-XVII w ). Współcześnie wewnątrz są sklepy z pamiątkami oraz restauracja pod odkrytym niebem. Organizowane są w niej dla zagranicznych turystów wieczory folklorystyczne i pokazy mody uzbeckiej. Raz, jako dodatek do kolacji, zobaczyć je można. Budowli słynnych i rzeczywiście wartych obejrzenia, jest oczywiście o wiele więcej.

 

Wspomnę więc jeszcze o kompleksie Liabi Hauz nad stawem oraz o stosunkowo młodej ( 1806-1807) i niewielkiej ale ślicznej, z czterema błękitnymi kopułami, medresie Czar Minor. Gdy ma się trochę więcej czasu, warto też podjechać – mieści się już poza dawnymi murami obronnymi – do Sitorai-Machi-Chosa, letniego pałacu ostatniego emira Buchary z przełomu XIX i XX wieku, z ciekawymi wnętrzami. Koniecznie trzeba odwiedzić Centrum Rzemiosła Artystycznego w dawnym karawanseraju w pobliżu medresy Nadir Devon Begi i zobaczyć tam przy pracy hafciarki, tkaczy, lalkarzy itp. i kupić coś na pamiątkę. Warto też powłóczyć się po mieście, zajrzeć do czajchan czy sklepów, rozmawiać – ze starszymi po rosyjsku, z młodzieżą po angielsku – z mieszkańcami. Chłonąć atmosferę Orientu, tak różną od np. arabskiej czy tureckiej.


Cezary Ruciński


aniakuba.geoblog.pl:

 

Stare centrum Buchary koncentruje się wokół basenu z początku XVIII wieku – tutaj, w czajkanasach nad wodą, wśród mieszkańców Buchary, turystów i handlarzy można poczuć tę atmosferę tętniącego życiem targu, bardzo fajną i egzotyczną. W centrum większość budynków jest historycznych, tworzą strukturę starego miasta, po którym można spacerować – w Samarkandzie były to wybrane poszczególne zabytki. Spacerując po Bucharze byliśmy oszołomieni ilością medress, meczetów, mauzoleów – jest ich tak dużo, że tylko niektóre, te najciekawsze, zostały opisane w przewodniku! Większość tych zabytkowych budynków pochodzi z XVI, XVII i XVIII wieku – po upadku Samarkandy Buchara przejęła rolę centrum kultury i nauki regionu. Dziś większość z tych zabytków malowniczo niszczeje lub zostały przystosowane np. na salony urody, zakłady fryzjerskie i żyją drugim życiem.

Ark – miasto w mieście – jest zachowanym od XII wieku kompleksem oddzielonym grubymi murami od reszty Buchary. Znajdują się w nim przepiękne minarety, medressy i meczety oraz kilkanaście muzeów i galerii, żyje w nim 2500 osób zajmujących się (jak to tutaj od zawsze) handlem. Jeśli kupujący jest cierpliwy i ma poczucie humoru, może stargować cenę nawet z 300 000 sumów do 22 000 – jak to się udało z jedną torebką!

Tutaj także spotykaliśmy wycieczki Uzbeków – bardzo różnorodne, młodych, starych – nawet 3 młode dziewczyny poprosiły nas o wspólne zdjęcie – zatem wspólne foto z białym jest jeszcze atrakcją. Uzbecy są bardzo sympatyczni.

 

Z upodobaniem wchodziliśmy na minarety – najwyższy miał 55 metrów – i oglądaliśmy Ark z wysoka. Zwiedzając meczety widzieliśmy także modlących się muzułmanów, nie zwracających uwagi na turystów. Przy meczecie porozmawialiśmy dłużej z jednym z nich, a gdy się żegnaliśmy, nie chciał mi podać ręki tłumacząc, że „dotknięcie cudzej (!!!!) kobiety to wielki grzech”.

 

Buchara jest pięknym miejscem, a ilość starych meczetów i medres, na które się natrafia spacerując po mieście, jest ogromna.

Wrażenie psuje tylko duży kłopot z dogadaniem się – Uzbecy nie mówią ani po rosyjsku ani angielsku – nawet sprzedawczynie biletów przy wejściu do głównej atrakcji miasta – Ark! Wręcz nie sposób kupić biletu!

Z Buchary do Chiwy jechaliśmy przez pustynię. Najpierw rosły krzaki na piasku, potem coraz rzadziej i coraz mniejsze, aż w końcu zostały same łachy piasku.

A w mieście powitała nas szarańcza! Starożytna Chiwa to także miasto w mieście – tak zwane Ark, jak w Bucharze, wydzielone grubymi, starymi murami. Znowu spacerowaliśmy jak po scenerii baśni. Architektura Wschodu jest tak inna od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, że sprawia wrażenie odrealnionej.

 

W Chiwie zachwyciły nas to, jak kolorowe są medessy, meczety, minarety. Zwłaszcza błękitny, ogromny minaret, który miał być tak wysoki, by widać było z niego drogę do Buchary. Nie został jednak ukończony. Legenda mówi, że chan rozkazał zabić głównego architekta po skończeniu pracy, aby nic piękniejszego nigdzie ni postawił. Jego uczeń dowiedział się o tym i na podawanych cegłach napisał tę wiadomość mistrzowi. Ten w tajemnicy skonstruował paralotnię i którejś nocy odleciał do bardziej przyjaznego miejsca. Znajduje się także w Chiwie minaret śmierci – nazwa stąd, że pewnego razu w XVII wieku przybył do chana rzemieślnik i oświadczył, że nie będzie płacił podatków. W odpowiedzi na tę zuchwałość chan rozkazał zrzucić go z minaretu. (Ciekawe swoją drogą, na co liczył ów rzemieślnik?). Ofiara upadek przeżyła, co jeszcze bardziej rozzłościło chana i kazał nieszczęśnika dobić, co było złamaniem zasady, aby za jedną zbrodnię nie karać dwa razy.

Widzieliśmy też celę więzienną, z narzędziami tortur i rysunkami objaśniającymi ich działanie. Samo więzienie było bardzo małe, gdyż oskarżonych od razu sądzono, np. kobieta na niewierność wrzucana była do worka z dzikimi kotami, mężczyzna kamienowany.

 

Chiwa to także miasto poetów – jak głosi jeden wyryty napis – łatwiej krwią serdeczną wymalować nieboskłon, łatwiej leżeć w lochu 300 lat, niż się wdać w dyskusję z głupcem.

Inna legenda związana z budową meczetu – emir obiecał 4 000 niewolników, że jeśli wybudują bardzo szybko meczet, to podaruje im wolność. Zatem budowali dniem i nocą i po dwóch latach stanął wielki i piękny meczet. Emir podziękował niewolnikom i stwierdził, że się rozmyślił – przecież nie można pozbywać się takich dobrych budowniczych! Zdenerwowani niewolnicy rzucili się na emira i jego świtę, ukamienowali ich i poszli – sami się wyzwolili.

 

Inna ciekawa historia – gdy zabrakło miejscowego emira, dostojnicy uprowadzili krewnego chana Kazachów i obwołali emirem, ale ten już następnej nocy uciekł.

Najbardziej podobał się nam 1000-letni meczet z drewnianymi, rzeźbionymi kolumnami – bardzo duży. Na żadnej kolumnie wzór się nie powtarza! Sufity w meczetach bywają tu piękne – bardzo kolorowe i bogato rzeźbione – przypomina to świątynie buddyjskie. Na kolumnach w pałacu emira widzieliśmy także wyrzeźbione swastyki, ślady po „aryjcach”.

Wynajmowaliśmy w Uzbekistanie miejscowych przewodników, którzy niestrudzenie opowiadali historie i anegdoty związane z władcami, zabytkami, budynkami. W Chiwie nasz przewodnik spacerował i opowiadał przez 4 godziny – w 40 stopniowym upale! Kojarzył Polskę z handlem – opowiadał, że na początku lat 90. Uzbecy sprzedawali Polakom sztućce, a kupowali magnetofony.

 

Najfajniejszy był widok z dachu naszego hotelu – mogliśmy podziwiać całe Ark, gdy zachodzi nad nim słońce.

 

Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się, co się stało z Morzem Aralskim, to wbrew pozorom muzeum poświęcone temu morzu w miejscowości Moynaq wcale nie jest najlepszym po temu miejscem.

 

Moynaq był głównym aralskim portem rybackim po stronie Uzbekistanu. Działał tu wielki zakład przetwórstwa rybnego, główne miejsce pracy w regionie. Ryb starczało dla ok. 500 dużych statków rybackich i mnóstwa mniejszych łodzi. Spośród wytwarzanych tu rocznie 20 milionów puszek konserw rybnych, wiele eksportowano do innych republik ZSRR.

 

Jeszcze w 1961 roku Morze Aralskie zajmowało powierzchnię ponad 66 tysięcy km2 (samej wody, nie licząc wysp), a jego maksymalna głębokość wynosiła 69 metrów (średnia głębokość 16 metrów). Objętość – 1064 km3 wody!

 

Jednak, jak można dowiedzieć się w muzeum w Moynaq’u, od tego czasu Morze zaczęto tracić. Morza wciąż ubywało, na przełomie lat 1970-tych i 1980-tych przemysłowe rybołówstwo na Morzu i przetwórstwo rybne w Moynaq’u upadło i już nigdy się nie odrodziło. Dlaczego? – pytamy muzealnego przewodnika. Nie wiadomo – odpowiada. Jak to, nie wiadomo? Nikt nic nie tłumaczył? Nikt nic nie mówił? Nikt nie pytał?!

 

Pytania pojawiały się, owszem. Ale odpowiedzi brak. Morze było, a teraz Morza nie ma. Zdarza się. Choć naciskaliśmy, z przewodnika nic więcej wydusić nie mogliśmy. Próbowaliśmy podpowiadać – Związek Radziecki, gigantyczne projekty irygacji, uprawianie bawełny na pustyni – ale przewodnik nic o tym nie słyszał. Choć sam wcześniej pływał na statku rybackim, podobnie zresztą jak jego ojciec. Dla obecnych dzieci Morze Aralskie jest już tylko elementem historii regionu. Ciekawe tylko, czego dowiadują się o nim na lekcjach historii, skoro z informacją jest tu tak trudno.

 

W innym miejscu, na obrzeżach Moynaq’u zgromadzono kilka przerdzewiałych wraków i trzy tablice pokazujące, jak zmieniał się zakres morza na przestrzeni lat. Na jednej z tablic można przeczytać, że Morze było, a teraz go nie ma. Można przeczytać o skali zniszczeń, ale nic o tym, co je wywołało. Również pilnujący tego „pomnika” były kapitan jednego ze stojących tam statków nic nie wie. Wie tylko tyle, że morza nie ma, a państwo w żaden sposób ani jemu, ani innym tego nie rekompensuje.

 

Odwiedziliśmy bar w centrum Moynaq’u – można go chyba nazwać barem dla byłych marynarzy, którzy tam, od rana pijani, w południe dalej wódką „poprawiają” swój los.

 

 

No tak, ale o co w ogóle chodzi? – można zapytać. Istotnie chodzi o to, że Morze było, a teraz Morza nie ma. No prawie nie ma, bo jeszcze trochę zostało. Ile? Z wspomnianych wyżej 66 tysięcy km2 powierzchni obecnie zostało 25 tysięcy km2 (nieco ponad 1/3), a z wspomnianych 1064 km3 objętości 217 km3 (1/5)! Obecnie brzegi morza cofnęły się o 120-140 km, przy czym tereny te zamieniły się na gigantyczną plażę – pustynię.

 

I właśnie w tej sprawie tam pojechaliśmy. Obejrzeć na własne oczy skalę zniszczeń wywołanych przez jedną z największych regionalnych katastrof ekologicznych spowodowanych przez człowieka. I właśnie to zaskoczyło nas najbardziej, że choć jest to przykład powszechnie omawiany w szkołach i w książkach na całym świecie, na miejscu wygląda na to, że sami najbardziej zainteresowani wiedzą najmniej. Albo, są na tyle zastraszeni i upodleni poprzednim i obecnym reżimem, że wolą, przynajmniej oficjalnie, nic nie wiedzieć.

 

Ekonomiczne i przyrodnicze funkcje morza ustały – nie ma ryb, nie ma dochodów z rybołówstwa i przetwórstwa rybnego, region pustynnieje, wysycha kompletnie. Na dodatek z nowopowstałej pustyni (nazywanej Aralkum) silne wiatry roznoszą ogromne ilości piasku i soli (ok. 70 mln ton rocznie), co dodatkowo utrudnia życie w okolicy. Oczekiwana długość życia w strefie bezpośredniego wpływu Aralkumu jest znacznie niższa niż dalej w Uzbekistanie. Większość zwierząt i roślin charakterystycznych wcześniej dla tego unikalnego ekosystemu (wielkie morze pośród pustyń) albo już wyginęła, albo jest na krawędzi wymarcia. Jedyne co zmieniło się na korzyść, to łatwiejszy dostęp do złóż ropy naftowej pod dawnym morzem.

 

No i to trudne pytanie – „dlaczego?”. Spodziewamy się, że każdy kto czyta ten blog słyszał już o tym, może w szkole, może w telewizji, może od znajomych – okazji było pewnie wiele – na pewno jednak nie w muzeum Morza Aralskiego w Moynaq’u. Winien radziecki superprojekt stworzenia z Uzbeckiej SSR potęgi bawełnianej. Radzieccy specjaliści stwierdzili, że w suchym, pustynnym Uzbekistanie panują idealne warunki do uprawy bawełny. Brakowało tylko wody. Wodę wzięto więc znów gigantycznym systemem irygacyjnym z znajdujących się w pobliżu swego czasu wielkich rzek Syr-Darii i Amu-Darii. I konstrukcja tego systemu rozpoczęła się właśnie w latach 1960-tych, faktycznie przyczyniając się do zbudowania bawełnianej potęgi Uzbekistanu, ale doprowadzając do kolosalnych strat w innych dziedzinach.

 

Przez dwa dni jeździliśmy po terenie byłego Morza Aralskiego i wzdłuż jego dawnych brzegów. W sumie przejechaliśmy ok. 1000 km przyglądając się temu, co pozostało. Wrażenia są przygnębiające. Trochę można zobaczyć na zdjęciach.

 

Niesamowity jest płaskowyż Ust-Yurt stanowiący zachodni brzeg byłego Morza (i części obecnego Morza również). Na dole płaska pustynia, nagle klif wysoki na 50-100 metrów, i znów płaska pustynia. I tak bez końca, jak okiem sięgnąć, w jedną i w drugą stronę. Widać w nim czasem wcięcia dawnych zatok. Widać też, jak klif pod wpływem erozji łamie się i spada.

 

Niesamowita jest pustynna roślinność. W najsuchszych miejscach nie rośnie oczywiście nic, w innych rosną malutkie roślinki z grubymi łodygami do magazynowania wody, jeszcze gdzie indziej krzaki, również bezpośrednio na piasku.

 

Sporo jest na terenie dawnego Morza i na płaskowyżu dróg – przede wszystkim wykorzystywanych przez nafciarzy, którzy na dużą skalę poszukują tam teraz ropy. Z grupą rosyjskich nafciarzy nawiązaliśmy zresztą kontakt. Nasz obóz rozbiliśmy niedaleko ich obozu. Nasz kierowca za wódkę kupował od nich beczki ropy. Rosyjscy nafciarze to ogromne niedźwiedzie, które rzadko widują ludzi i bardzo są spragnieni kontaktu. Zaczęli opowiadać nam natychmiast o wszystkim, wszyscy czterej na raz. O rybach, które łowili w swoich okolicach w Rosji, o dziewczynach (w tym jednej Polce), o wycieczkach, na które jeżdżą po okolicy swojego obozu itd. Zwłaszcza te wycieczki były ciekawe. Jeżdżą na nie „żabką” – wiezdiechodem (pojazdem, który dojedzie wszędzie) – w kłębach spalin i w tumanach kurzu. No ale w końcu ropę mają za darmo. Na dodatek pozostawiają po sobie wszędzie mnóstwo butelek i innych śmieci. Ale ponieważ napitki kupują za ropę, to i je mają za darmo...

 

Część północnej części Morza Aralskiego jest ratowana – przez Kazachstan, we współpracy z Bankiem Światowym. Południowa część jest stracona i niemożliwe jest już odwrócenie tego losu. Według niektórych szacunków ma zniknąć w ciągu 15 lat. Tymczasem w muzeum w Moynaq’u, na ścianie, wielkimi literami, w trzech językach, napisano: „Ludzie, ratujcie Morze Aralskie!”. Gdy przeczytaliśmy to na głos, przewodnik powiedział „tak, uratujemy”. Znów zaczęliśmy pytać: jak?, co się w tej sprawie dzieje?, co robi państwo? Niestety, przewodnikowi szybko wróciło wcześniejsze nastawienie – standardowe „nic nie wiem”. Nie wiadomo, jak. Nie wiadomo, co się dzieje. Nie wiadomo, co robi państwo. Lepiej nie wiedzieć. Po co pytać.

Free counters!

PATRONI I PARTNERZY "CHALLENGE: ARMENIA"

patronat honorowy wyprawy

ZAPOWIEDZI: