DAKAR 2014 - PODSUMOWANIE

Teraz kiedy kurz na bezdrożach Ameryki Południowej już opadł, a kierowcy Poland National Team jeden za drugim wracają do kraju, pora podsumować zakończony niedawno Dakar. Przed rajdem można było usłyszeć pogróżki o wyjątkowej trudności zaplanowanej trasy. Groźby znalazły swoje uzasadnienie już na pierwszych etapach rywalizacji, kiedy zawodnicy byli dosłownie dziesiątkowani. Zmęczenie przebijające przez radość wszystkich, którzy dotarli do mety również było bardzo wymowne i zamknęło usta wszystkim, którzy z pobłażaniem mówili, że to już nie ten sam rajd, co w Afryce. Teraz już nikt nie ośmieli się powiedzieć Dakar przez małe „D”.

Ta nazwa od lat elektryzuje poszukiwaczy mocnych wrażeń z całego świata. Kusi celebrytów, daje drugie życie byłym mistrzom z innych dyscyplin sportowych. Owiany legendą, tchnący magią z każdej z pięciu liter. Byłeś na Dakarze? – Twardziel. Przejechałeś Dakar? – Bohater! Nasz gatunek od wieków podejmuje wyzwania, bo gna nas do tego nieśmiertelna potrzeba sprawdzania się w najtrudniejszych warunkach. Jednak po tym, jak w 2009 rywalizacja po raz pierwszy odbyła się w Ameryce Południowej wielu zaczęło deprecjonować jej wagę i trudność. Prawdziwy Dakar leży przecież w Senegalu, więc z czym do ludzi? Gdzie te dzikie zakątki, w których człowiek pojawia się raz w roku? Gdzie spartańskie warunki? Gdzie ta prawdziwa szkoła przetrwania? Próbowano odrzeć rajd z wartości, wskazywać że stał się rozrywką bogatych chłopców i celebrytów. Oczywiście komentarze tego typu padały z perspektywy fotela, czy też kanapy. „Słowa, słowa, słowa…” – jak napisał kiedyś mistrz Szekspir.

Dakar w Ameryce Południowej przez lata dojrzewał, zbierał coraz większą publikę i zainteresowanie. Sponad uchylonych warg delikatnie błyskał kłami, ale dopiero w 2014, niczym argentyńska puma, rozwarł paszczę i pokazał paletę swoich możliwości. Trzeci i piąty etap na zawsze zasznurowały usta wszystkim, którzy mieli odwagę podważyć trudność tego wyzwania. Wystarczyły dwa odcinki specjalne, by z gry wypadło 58 motocyklistów (28 trzeciego i 30 piątego dnia)! Rajd zebrał też okrutne żniwo w postaci trzech przypadków śmiertelnych, których ofiarą padli dwaj dziennikarze oraz 51-letni motocyklista z Belgii – Eric Palante. Samochody dachowały i urywały koła, motocykliści i quadowcy padali ze zmęczenia jak muchy. Zawodnicy odwadniali się, dostawali udarów. Płonęły ich motocykle i samochody. Gorące powietrze parzyło gardła i nozdrza, fesz fesz zaklejał oczy, wysokość zatykała uszy, a piasek wycierał skórę do krwi. Wąskie półki skalne i ostre podjazdy sprawiały, że najtwardsi mieli duszę na ramieniu. Wyboje przewracały wnętrzności do góry nogami. Chyba najbardziej wymownie trudność tegorocznego rajdu podsumował Martin Kaczmarski: „Dakar to takie miejsce, gdzie nawet najtwardsi mężczyźni płaczą”.

Na starcie w Rosario stanęło w tym roku 431 pojazdów. Do mety dojechało 206… Statystykę ratują ciężarówki, ponieważ w każdej innej klasie, do Valparaiso nie dotarła więcej niż połowa stawki. Wystartowało 147 samochodów – dojechały 63. Ze 174 motocykli na mecie pojawiło się zaledwie 78, spośród 40 quadów przetrwało 15. Wspomniane ciężarówki stawiły się na finiszu w liczbie 50 – 20 przedwcześnie pożegnało się z rajdem. Te liczby mówią same za siebie. Wszyscy, którym się wydawało, że Dakar można przejechać siłą silnika i napędu na cztery koła zostali szybko sprowadzeni na ziemię. Często z gromkim hukiem i w spektakularnym stylu. Ale na pułapki natknęli się również najlepsi: Carlos Sainz, Guerlain Chicherit, Paulo Goncalvez, Marcos Patronelli, Ruben Faria, Francisco Lopez Contardo, Alain Duclos, Frans Verhoeven, Lucas Bonetto, Pal Anders Ullevalseter, Sebastian Palma, Robby Gordon, Carlos Sousa…

W tej sytuacji wniosek nasuwa się bardzo prosty. Musimy być dumni z naszych kierowców. Tak trudny rajd, który wysłał do domu wielu faworytów, wydawał się uszyty na naszą miarę. Może to nasza cecha narodowa. Przecież już Napoleon mówił: „Jeśli coś jest niemożliwe, zostawcie to Polakom”. I tak po raz kolejny teza wielkiego wodza znalazła swoje uzasadnienie. Dziewięciu naszych rodaków przejechało przez honorową rampę w Valparaiso i wszyscy zostali sklasyfikowani w pierwszej „trzynastce”. A niewiele zabrakło, żebyśmy ustrzelili „dziesiątkę”. Oczywiście historia pamięta tylko zwycięzców Dakaru, ale na to, by wygrać trzeba zapracować. Przetrzeć szlak, czy jak to się mówi w rajdowym sloganie „założyć ślad”. Ten kto to robi ma najtrudniej. Jest narażony na pomyłki nawigacyjne i wszelkie nieodkryte jeszcze przez nikogo pułapki trasy.

Biało-czerwoni w tym roku założyli ślad, który nie tylko wskazuje właściwy kierunek, ale daje podstawy do tego, żeby myśleć o zwycięstwie w Dakarze. Oczywiście to już mamy na koncie, bo w 2012 roku na najwyższym stopniu podium stanęła ciężarówka Gerarda de Rooya z mechanikiem Dariuszem Rodewaldem na pokładzie. Wszystkim marzy się jednak, żeby na to podium wjechał kierowca. W żaden sposób nie umniejszając sukcesowi Rodewalda, taka sytuacja będzie miała zupełnie inny wydźwięk i znaczenie dla każdego kibica sportowego.

Kto to będzie? Może Krzysztof Hołowczyc, który zasłużył by swoją wieloletnią karierę i reprezentowania naszego kraju w absolutnej elicie rajdowej, zwieńczyć złotym wieńcem laurowym i statuetką Beduina w dłoni? Rafał Sonik, który w tym roku na podium stanął po raz trzeci i jako pierwszy sięgnął po srebro Dakaru? A może młody Martin Kaczmarski, który genialnym debiutem rozbudził apetyt wszystkich kibiców i swój prawdopodobnie również? Mamy też dwie wygi – Marka Dąbrowskiego i Jacka Czachora, którzy pokazali, że połączenie dwóch motocyklistów w jednym samochodzie może okazać się mieszanką wybuchową i przynieść zaskakujące efekty. Jakub Przygoński także udowodnił, że nie zakończył procesu rozwoju i wciąż stać go na wiele, a Adam Małysz po raz kolejny okazał się profesjonalistą i zrobił kolejny krok w kierunku ścisłej czołówki. Potencjał na kilka najbliższych lat mamy naprawdę ogromny! W takim rajdzie jak Dakar, w szczególności w tegorocznej odsłonie, nie ma przypadków. Jeśli ktoś go przetrwał, znaczy że jest twardzielem. Jeśli dojechał w czołówce, jest również świetnym kierowcą.

Chciałoby się powiedzieć, przystawka za nami, prosimy o danie główne. Czas oczekiwania na tę przyjemność będzie się mocno dłużył, ale wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że wymagania kubków smakowych najbardziej wyrafinowanych kibiców zostaną wreszcie zaspokojone. Polacy poczuli, że są mocni i należy się z nimi liczyć, bo potrafią jeździć w najtrudniejszym terenie i warunkach na świecie.

Niech kolejny Dakar będzie równie trudny. Niech odstrasza, wbija w ziemię, miesza zmysły, wyciska ostatnie krople potu. Niech przeczołga każdego z zawodników, pokaże pazury i wbije je głęboko. Nam to nie przeszkadza. Nas motywuje to do walki, bo my lubimy jak jest trudniej. To historycznie udowodnione. Coś, co jest łatwe nas nie pociąga i nie kręci. Bo po co? Skoro każdy może się z tym zmierzyć? Taki Dakar, jak ten tegoroczny, to nasz żywioł, więc prosimy o więcej!

 

... no i META!

Tak udanego dla Polaków Rajdu Dakar nie było jeszcze nigdy w historii. Z sześciu pojazdów, jadących w biało-czerwonych barwach pięć uplasowało się w pierwszej „dziesiątce”, a jeden tuż za nią. Dodatkowo po raz pierwszy kierowca znad Wisły stanął na drugim stopniu podium. – Polacy pokazali co potrafią – skomentował krótko Krzysztof Hołowczyc, a wtórował mu Rafał Sonik. – Mamy wielkie serce do walki, wielką pasję do tego sportu i jesteśmy po prostu dobrzy w tym co robimy.

Przed startem rywalizacji w Ameryce Południowej wiele mówiło się o rywalizacji samochodów i rosnącej sile przebicia polskich załóg. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że już w tym roku będziemy mogli cieszyć się tak doskonałą jazdą zarówno doświadczonych już zawodników, jak i debiutantów. Największe wrażenie, również na swoich utytułowanych kolegach z zespołu X-Raid zrobił 23-letni Martin Kaczmarski, który po raz pierwszy spróbował swoich sił w tak długim rajdzie.

- Martin fenomenalnie wykonał swoje zadanie. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze. Jestem z niego bardzo dumny i nie ukrywam, że serce się raduje, kiedy widzę jak mądrze do tego podchodzi, jakim stylem jedzie i jak potrafi słuchać. Zrobił moim zdaniem najlepszy wynik z Polaków, a to dlatego, że młodość i brak doświadczenia były w stu procentach przeciwko niemu. Mimo to potrafił wytrzymać presję i podpowiedzi różnych „fachowców”, którzy mówili: „dociśnij gazu” – chwalił swojego ucznia na mecie w Valparaiso Krzysztof Hołowczyc.

Słów podziwu debiutantowi nie szczędził również kapitan Pooland National Team. – Świetnie pojechali Marek Dąbrowski z Jackiem Czachorem, a fenomenalnie Martin Kaczmarski. Widać, że dobór doświadczonego pilota dał znakomite rezultaty. Martin mógłby pewnie zaraz jechać drugi rajd, bo na mecie wyglądał bardzo świeżo – śmiał się Sonik.

Sam zainteresowany zachował skromność i pokorę, która towarzyszyła jego wypowiedziom przez cały rajd. – Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę być na mecie i dojechałem tu w jednym kawałku. Czuję się fantastycznie, chociaż jeszcze to do mnie nie dociera. Na razie myślę o tym, żeby wrócić do domu i zjeść coś polskiego…

Historyczne, drugie miejsce na podium wywalczył Rafał Sonik. Krakowianin jak zawsze wysoko zawiesił sobie poprzeczkę, a do swojego wyniku podszedł w sposób bardzo analityczny. – Nie jestem zadowolony z błędu, który popełniłem na początku rajdu podczas etapu do Tucuman, kiedy ominąłem bardzo trudny, ale możliwy do złapania waypoint. Nie mogę jednak powiedzieć, że to przekreśla wartość wyniku, bo ten jest znakomity i myślę, że lepszego żaden obcokrajowiec nie mógłby tutaj osiągnąć – mówił.

- Mówi się, że drugi jest pierwszym przegranym, ale ja tego nie czuję. Uważam, że zrobiłem wszystko co mogłem i wykonałem maksimum planu. W jakimś sensie Dakar wygrałem, bo Ignacio Casale był poza zasięgiem w różnych znaczeniach tego sformułowania. Jeśli przede mną jest jeden lokalny zawodnik, to nie ma poczucia niedosytu, ale mam postanowienie, żeby już za kilka miesięcy znów walczyć w Pucharze Świata, a potem w kolejnym Dakarze – powiedział „SuperSonik”.

Bardzo dobry wynik uzyskał również Krzysztof Hołowczyc, który co prawda nie poprawił swojego życiowego wyniku, ale biorąc pod uwagę przygody, jakie spotykały go na trasie, 6. miejsce wydaje się być niemal wymarzonym rezultatem.

- Wynik mógłby być lepszy, ale trzeba się cieszyć tym co jest. Na początku rywalizacji straciliśmy trochę czasu, ale potem jechaliśmy w miarę równo. Parę piątych miejsc, dwa razy drugie na odcinkach – to niestety nie wystarczyły żeby wrócić do gry. W tym roku był wyjątkowo szybki rajd a czołówka jechała bezbłędnie. To był fantastyczny i niezwykle trudny Dakar. Jesteśmy na mecie, a to jest najważniejsze – podsumował swój start olsztynianin.

- Trzeba podkreślić świetny wynik wszystkich Polaków. Szkoda tylko, że Adaś nam „popsuł” świętowanie, bo jakby nie urwał koła, to też byłby w pierwszej dziesiątce – dodał „Hołek”.

Rafał Sonik podkreślał również, że sukces kilku kierowców, to zasługa znacznie większej grupy ludzi. – Sport motorowy to nie jest sport dla indywidualistów – to sport drużynowy. Tylko w moim zespole jest kilkanaście osób. W całej reprezentacji Polski jest ich kilkadziesiąt włącznie z mechanikami, kierowcami, obsługą – wszystkimi, od których zależy nasz sukces i bez których ciężkiej pracy w ogóle nie ma o nim mowy.

- Bez kibiców nie mielibyśmy żadnej motywacji, wobec czego dziękuję bardzo wszystkim kibicom, przyjaciołom, rodzinie, wszystkim, którzy wspierali mnie i reprezentację. Przepraszam, że jeszcze nie odpowiedziałem na wszystkie smsy, które otrzymałem, ale jak co roku, obiecuję to zrobić. Odpowiem na każdy z osobna – zapewniał Sonik.

ETAP XIII

Quady dojechały do mety 13. i ostatniego etapu Rajdu Dakar. Rafał Sonik zgodnie z zapowiedziami nie ścigał się już ze swoimi rywalami, ale też nie jechał spacerowym tempem. Trzeci czas na ostatnim, 157-kilometrowym odcinku specjalnym był tylko potwierdzeniem klasy kapitana Poland National Team, który jako pierwszy Polak w historii stanął na drugim stopniu dakarowego podium.

To był niezwykle trudny rajd. Pełen długich odcinków, palącego słońca, grząskich wydm, setek kilometrów fesz feszu i walki z własnymi słabościami. Na samym początku z Dakaru wypadł jego wielki faworyt Marcos Patronelli. Wkrótce po nim z rywalizacją pożegnał się również Lucas Bonetto, a kilka etapów później Sergio Lafuente. W śmietance quadowców niezłomni pozostawali Ignacio Casale i Rafał Sonik, którzy zakończyli zmagania na szczycie klasyfikacji.

- Trzeci już byłem dwa razy, więc chce zrobić krok do przodu – mówił przed wylotem do Argentyny Rafał Sonik. – Nie przeszkadzałoby mi, gdybym w tym roku zajął drugie miejsce. Wtedy w 2015 mógłbym pojechać po zwycięstwo i mieć komplet pozycji na podium – śmiał się krakowianin, nie wiedząc, że te słowa być może okażą się prorocze. Pierwszy krok w tym kierunku został już wykonany.

Zdobywca zeszłorocznego Pucharu Świata w Ameryce Południowej był jednym z faworytów. Wygrał dwa odcinki specjalne i przez chwilę przewodził w klasyfikacji generalnej. Kłopoty techniczne, kara i stracony na poszukiwaniu punktu kontrolnego czas sprawiły jednak, że Polak musiał zacząć odrabiać straty. Na półmetku rywalizacji zdecydowanie przyspieszył Ignacio Casale, który dzięki mocniejszemu silnikowi zdystansował Sonika. – Mam słabszy silnik, bo nie chcieliśmy ryzykować wprowadzaniem modyfikacji. Nic nie poradzę. Na prostych jestem o 15 km/godz. wolniejszy od moich najpoważniejszych rywali – mówił.

„SuperSonik” znany jest jednak z doskonałej techniki jazdy, a także sprawdzonej taktyki, która od kilku lat daje mu miejsce w elicie quadowców. W tym roku upór, nieustępliwość, wytrzymałość i wola walki zaprowadziły go na drugie miejsce. Pierwsze wywalczył Ignacio Casale stając się pierwszym Chilijczykiem, który wygrał Dakar. W swoim kraju jest już bohaterem narodowym, a co ciekawe w przyszłym roku zapowiada ponowny start, ale… samochodem. 27-letni zawodnik pokonał już trasę Dakaru ciężarówką (w 2004 razem z ojcem zajęli 26. Pozycję) oraz motocyklem (40. miejsce w 2011). W tym roku wygrał quadem, ale jego cel to uporać się z rajdem w każdym z możliwych pojazdów.

Rafał Sonik wraz z całą reprezentacją będzie w sobotni wieczór świętować swój ogromny sukces w nadmorskim Valparaiso. Do Polski wróci we wtorek 21 stycznia i prawdopodobnie już w tym momencie zacznie myśleć o przyszłorocznym wyzwaniu i nowym celu do osiągnięcia!

ETAP XI


FR - étape 10 - Top Moment - (Iquique... przez Dakar

Dzień, w którym uczestnicy Dakaru pokonali niemal najdłuższy odcinek specjalny tej edycji i przeprawili się przez wysokie wydmy wokół Copiapo był dla Polaków szczęśliwy i pechowy zarazem. Rafał Sonik dojechał do mety co prawda jako 4. quadowiec, ale awaria silnika wykluczyła z rywalizacji Urugwajczyka Sergio Lafuente, dzięki czemu kapitan Poland National Team awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Z drugiej jednak strony ogromne problemy na trasie miał Adam Małysz, który uszkodził koło, a następnie spalił hamulce.

Dakarowy konwój przebijał się w czwartek przez wydmy Atakamy. Miał być to decydujący dla rywalizacji etap i rzeczywiście za popełnione na 605-kilometrowym odcinku błędy trzeba było słono zapłacić. Tak było w przypadku Sergio Lafuente, wicelidera klasyfikacji generalnej quadów. Urugwajczyk miał dość wygodną przewagę nad trzecim Rafałem Sonikiem. Utrzymywał równe tempo, jednak rywalizacji nie wytrzymał jego pojazd, w którym na 272. kilometrze zepsuł się silnik. To wykluczyło go z rywalizacji i pozwoliło awansować kapitanowi Poland National Team na drugie miejsce.

Na mecie 11. etapu quadowiec stawił się z 4. czasem. Do Ignacio Casale który wygrał czwartkowe zmagania stracił 19 minut i 27 sekund. Chilijczyk pozostaje liderem rajdu i na dwa dni przed metą ma godzinę i cztery minuty przewagi nad Polakiem, co wydaje się być różnicą niemal niemożliwą do odrobienia na tak krótkim dystansie.

Ponownie bardzo przyzwoicie zaprezentował się Jakub Przygoński, który na finiszu w El Salvador stawił się jako 9. motocyklista. Uzyskany wynik pozwolił mu utrzymać 7. miejsce w klasyfikacji generalnej i powiększyć przewagę nad kolejnym w zestawieniu Chilijczykiem Danielem Gouetem. Najszybszy w rywalizacji jednośladów ponownie był Marc Coma, który tym samym umocnił się na prowadzeniu z ponad 52-minutową przewagą nad rodakiem Joanem Barredą Bortem.

W rywalizacji samochodów ponownie najszybszym z Polaków okazał się Krzysztof Hołowczyc, którego Mini było 9. samochodem na finiszu. W klasyfikacji generalnej olsztynianin jest niezmiennie 6. i ta pozycja wydaje się być już niezagrożona. Na dwa dni przed końcem pasjonująco zapowiada się rywalizacja dwóch jego kolegów z teamu X-Raid. Aktualny lider Nani Roma ma tylko nieco ponad pięć minut przewagi nad Stephanem Peterhanselem.

Pewna jazda Hołowczyca niestety została przyćmiona przez złe wieści z obozu reprezentacji Polski. Adam Małysz na początku trasy urwał koło. Po interwencji ciężarówki serwisowej ruszył w dalszą drogę, ale ponownie musiał wzywać swoich mechaników z powodu spalonych hamulców. Te przygody przekreśliły szanse „Orła z Wisły” na utrzymanie doskonałego, 9. miejsca w klasyfikacji generalnej. W chwili kiedy wszyscy Polacy byli już na biwaku w El Salvador, Toyota byłego skoczka narciarskiego wciąż mozolnie pokonywała odcinek specjalny z 51. czasem.

Na pocieszenie ponownie świetnie wypadły dwa pozostałe samochody prowadzone przez polskich kierowców. Młody Martin Kaczmarski był 13. i awansował w klasyfikacji generalnej na 9. pozycję. Marek Dąbrowski i Jacek Czachor ukończyli odcinek specjalny zaledwie cztery minuty za debiutantem i uplasowali się o „oczko” niżej. W „generalce” utrzymali fenomenalną, jak na pierwszy dakarowy start samochodem, 7. lokatę.

W piątek przedostatni etap rywalizacji i 350 km oesu z dużą sekcją wydm przed metą w nadmorskiej miejscowości La Serena. Choć dystans jest znacznie krótszy niż w dwóch ostatnich dniach, organizatorzy zapowiadają kolejną, ciężką przeprawę.

Wyniki

Motocykle

11. etap:
1. Marc Coma (ESP) 6:36.08
2. Cyril Despres (FRA) + 2.51
3. Olivier Pain (FRA)  + 5.28

9. Jakub Przygoński (POL) + 14.40

Klasyfikacja generalna
1. Marc Coma (ESP) 48:24.41
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 52.36
3. Jordi Villadoms (ESP) + 2:07.56

7. Jakub Przygoński (POL) + 2:43.55

Quady

11. etap:
1. Ignacio Casale (CHL) 8:47.00
2. Victor Manuel Gallegos Lozic (CHL) + 5.12
3. Mohammed Abu-Issa (QAT) + 16.09
4. Rafał Sonik (POL) + 19.27

Klasyfikacja generalna:
1. Ignacio Casale (CHL) 61:11.19
2. Rafał Sonik (POL) + 1:04.32
3. Sebastian Husseini (NED) + 4:49.25

Samochody

11. etap:

11. etap:
1. Orlando Terranova (ARG) 5:58.00
2. Nani Roma (ESP) + 10.57
3. Giniel de Villiers (RPA) + 12.38

9. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 38.17
13. Martin Kaczmarski (POL) + 54.49
14. Marek Dąbrowski (POL) + 58.34
46. Adam Małysz (POL) + 4:30.38

Klasyfikacja generalna:
1. Nani Roma (ESP) 45:01.54
2. Stephane Peterhansel (FRA) + 5.32
3. Nasser Al-Attiyah (QAT) + 56.01

6. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 3:44.51
7. Marek Dąbrowski (POL) + 4:51.34
9. Martin Kaczmarski (POL) + 6:17.46
13. Adam Małysz (POL) +9:10.44

ETAP X

Wszyscy pozostali w dakarowej stawce polscy kierowcy dotarli w środowy wieczór do Antofagasty. Odcinek liczący 631 km i prowadzący przez wydmy oraz spore połacie fesz feszu dał w kość wszystkim naszym reprezentantom. Rafał Sonik stracił sporo czasu z powodu awarii koła, Adam Małysz miał trochę kłopotów w pierwszej części oesu, a Jakub Przygoński toczył morderczy pojedynek z samym Cyrilem Despres, którego stawką było 6. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Zeszłoroczny zwycięzca Dakaru może mówić o sporym pechu. Problemy techniczne na trasie, zgubiona droga i kara czasowa za ominięcie punktu kontrolnego wyeliminowała go praktycznie z walki o powtórzenie sukcesu. Francuz nie zamierzał jednak odpuszczać i do ostatniego kilometra walczy o jak najwyższą lokatę. Na trasie 10. etapu wziął na celownik Jakuba Przygońskiego. Jego celem było wyprzedzenie Polaka o 4 min i 40 sekund, bo pozwalało mu to przeskoczyć go w klasyfikacji generalnej. Nasz jedyny motocyklista długo nie dawał się mistrzowi, ale ostatecznie oddał pole, przyjeżdżając na metę z 6. czasem, tracąc 15 minut do lidera i ponad pięć do Despres.

Przygoński utrzymał jednak 7. lokatę w klasyfikacji generalnej ze względu na zdarzenie, które miało miejsce w pierwszej części trasy. Chilijczyk  Jeremias Israel Esquerre, czwarty zawodnik w stawce został uderzony przez poruszający się po trasie odcinka samochód kibiców. Motocykliście nic poważnego się nie stało, ale motor został zniszczony i nie nadawał się do dalszej jazdy.

Z kłopotami od pierwszych kilometrów musiał radzić sobie Rafał Sonik. Kapitan Poland National Team złapał kapcia na samym starcie i niemal cały dystans 635 km jechał z przebitą oponą. – Kilkadziesiąt razy stawałem, pompowałem, wstrzykiwałem piankę, lałem wodą, toczyłem i osłuchiwałem oponę. Bez skutku. Z kapciem walczyłem do samej mety – mówił wyjątkowo zmęczony quadowiec.

Jeszcze przed półmetkiem Sonik tracił ponad pół godziny do pędzącego na złamanie karku Sebastiana Husseiniego. Holender zostawił konkurencję daleko w tyle, ale przesadził i z powodu awarii został ponad dwie godziny za Polakiem, który borykając się z niesprawnym kołem dojechał do mety z 7. czasem. Najszybszy był Rosjanin Siergiej Kariakin.

W klasyfikacji generalnej Sonik pozostał na 3. miejscu, ale wciąż czeka na decyzję sędziów w związku ze złożonym dzień wcześniej protestem. Liderujący stawce Ignacio Casale oraz drugi Sergio Lafuente przyjęli na trasie 9. etapu niedozwoloną pomoc z zewnątrz przy naprawie przebitych kół.

Najlepszy wynik dnia wśród Polaków osiągnął Krzysztof Hołowczyc, który umocnił się na 6. miejscu w klasyfikacji generalnej, docierając do Antofagasty jako piąty samochód. Olsztynianin nie ma już szans na poprawienie swojego najlepszego wyniku (dwukrotnie 5. miejsce), więc wiezie na pokładzie części zapasowe dla kolegów z zespołu X-Raid, którzy walczą pomiędzy sobą o zwycięstwo (Nani Roma, Stephane Peterhansel i Nasser Al-Attiyah). Z rywalizacji nieoczekiwanie wypadł Carlos Sainz, który zjechał z drogi i kompletnie rozbił samochód na odcinku neutralizacji. Dakarowy weteran na szczęście nie odniósł żadnych poważnych obrażeń.

Ponownie doskonale spisali się również pozostali polscy kierowcy. Martin Kaczmarski, mimo niewielkiego doświadczenia pokonał ten długi i wyczerpujący oes jako 13. zawodnik. Marek Dąbrowski i Jacek Czachor dojechali jako 15., a Adam Małysz i Rafał Marton jako 17. załoga. Dzięki tak doskonałym wynikom, w klasyfikacji generalnej wszystkie polskie samochody zajmują miejsca w pierwszej „dziesiątce”. Kaczmarski przesunął się na pozycję nr 10., Małysz jest „oczko” wyżej, a Dąbrowski z Czachorem niezmiennie na 7.

Polscy kierowcy powtarzają zawsze, że najważniejsze to być „w komplecie na mecie”. Morderczy 10. etap zakończył się więc sukcesem, bo wszyscy pozostali w stawce Polacy nie tylko dotarli do jego finiszu, ale również wszyscy zajmują miejsca w czołówce. W czwartek będą przyjdzie im się zmierzyć z kolejnym, 600-kilometrowym odcinkiem specjalnym.

Wyniki

Motocykle

10. etap:
1. Joan Barreda Bort (ESP) 4:42.00
2. Helder Rodrigues (PRT) + 08.00
3. Cyril Despres (FRA) + 09.40

6. Jakub Przygoński (POL) + 15.08

Klasyfikacja generalna:
1. Marc Coma (ESP) 41:48.33
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 44.10
3. Jordi Viladoms (ESP) + 2:02.03

7. Jakub Przygoński +2:29.15

Quady

10. etap:
1. Siergiej Kariakin (ROS) 6:01.42
2. Ignacio Casale (CHL) + 1.49
3. Sergio Lafuente (URY) + 3.46

7. Rafał Sonik (POL) + 30.26

Klasyfikacja generalna:
1. Ignacio Casale (CHL) 51:54.19
2. Sergio Lafuente (URY) + 24.36
3. Rafał Sonik (POL) + 1:15.05

Samochody

10. etap:
1. Nasser Al-Attiyah (QAT) 4:23.35
2. Stephane Peterhansel (FRA) + 3.50
3. Nani Roma (ESP) + 13.45

5. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 31.13
13. Martin Kaczmarski (POL) + 53.06
15. Marek Dąbrowski (POL) + 56.55
17. Adam Małysz (POL) + 1:07.16

Klasyfikacja generalna:
1. Nani Roma (ESP) 38:52.57
2. Stephane Peterhansel (FRA) + 2.15
3. Nasser Al-Attiyah (QAT) + 46.01

6. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 3:17.31
7. Marek Dąbrowski (POL) + 4:03.57
9. Adam Małysz (POL) + 4:51.03
10. Martin Kaczmarski (POL) + 5:33.54

ETAP IX


FR - étape 9 - Auto/Moto - Résumé de l'étape... przez Dakar

Po dwóch szybkich etapach, które nie wniosły wiele do klasyfikacji generalnej, uczestnikom Dakaru przyszło po raz pierwszy w tym roku przeprawić się przez piaski pustyni Atakama. Znów świetnie w stawce wypadli nasi kierowcy samochodów, w komplecie meldując się w pierwszej „piętnastce”. Pojedynek na minuty z najpoważniejszymi rywalami stoczył Rafał Sonik, który ponownie na metę dotarł z trzecim czasem.

Zawodnicy z ulgą opuścili biwak w Calamie. Wszędobylski piasek, suche powietrze i upał nie stwarzały idealnych warunków do odpoczynku po ciężkiej przeprawie przez Andy. O poranku motocykliści i quadowcy, tradycyjnie jako pierwsi ruszyli na pustynię. Jakub Przygoński w pierwszej, kamienistej sekcji zostawał nieco za plecami rywali i dopiero w drugim – piaszczystym i wydmowym fragmencie zaczął odrabiać straty. Niestety nie udało mu się powtórzyć wyniku z poprzednich dni i tym razem uplasował się poza pierwszą „dziesiątką” (13. miejsce), ale w klasyfikacji generalnej jest niezmiennie 7. motocyklistą.

W stawce quadów bezkonkurencyjny we wtorek był Sebastian Husseini. Holender wygrał etap  z 25-minutową przewagą nad drugim z rywali, ale ma małe szanse, by opuścić swoje czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej ze względu na poniesione wcześniej ogromne straty. Rafał Sonik jechał bardzo równo, w końcówce przesuwając się na drugie miejsce, ale ostatecznie dogonił go Ignacio Casale. Chilijczyk na początku trasy miał spore problemy techniczne, ale pędząc na złamanie karku odrobił ponad 22 minuty, wyprzedzając Polaka i powiększając swoją przewagę nad nim o kolejną minutę w klasyfikacji generalnej. Krakowianin zdołał odrobić tylko 27 sekund do Sergio Lafuente i tak w 9. etapie, jak i „generalce”, przy jego nazwisku widnieje cyfra „3”.

Fantastycznie w jednym z najbardziej suchych miejsc świata poradzili sobie kierowcy samochodów. Adam Małysz, wyraźnie podenerwowany ostatnimi problemami z wycieraczkami postanowił powetować sobie straty czasowe z Argentyny i na finiszu okazał się szybszy nawet od Krzysztofa Hołowczyca. „Orzeł z Wisły” przyjechał ponad 41 minut za Peterhanselem, który w Iquique zameldował się najszybciej, i uplasował się na 6. miejscu. Tuż za nim dojechał 44 sekundy wolniejszy „Hołek”. Marek Dąbrowski i Jacek Czachor również nie próżnowali i 422 km oesu pokonali niewiele wolniej, zajmując 10. pozycję. Pięć minut później, z 13. czasem na metę wpadło Mini Martina Kaczmarskiego, który w klasyfikacji generalnej skoczył o dwie pozycje i jest 12. Na 9. awansował Małysz z Martonem, na 7. Wskoczył duet byłych motocyklistów, a Hołek jest 6. Do czołowej piątki traci jednak ponad dwie godziny i ciężko już mu będzie poprawić swoją sytuację.

Do mety w Iquique kierowców poprowadził bardzo efektowny i niemal pionowy zjazd po piaszczystym zboczu. Po znalezieniu się na poziomie morza, w środę zawodnicy powrócą na wysokości, by ponownie zmierzyć się z wydmami i fesz feszem Atakamy.

Wyniki:

Motocykle:

9. etap:
1. Marc Coma (ESP) 4:49.05
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 1.41
3. Cyril Despres (FRA) + 5.28

13. Jakub Przygoński (POL) + 19.10

Klasyfikacja generalna:
1. Marc Coma (ESP) 36:55.24
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 40.19
3. Jordi Viladoms (ESP) + 1:38.45

7. Kuba Przygoński (POL) +2:25.16

Quady:

9. etap:
1. Sebastian Husseini (NED) 5:46.01
2. Ignacio Casale (CHL) + 24.58
3. Rafał Sonik (POL) + 25.30

Klasyfikacja generalna:
1. Ignacio Casale (CHL) 45:50.48
2. Sergio Lafuente (URY) +22.39
3. Rafał Sonik (POL) +46.28

Samochody:

9. etap:
1. Stephane Peterhansel (FRA) 4:17.53
2. Nasser Al-Attiyah (QAT) + 2.17
3. Nani Roma (ESP) +11.36

6. Adam Małysz (POL) + 41.33
7. Krzysztof Hołowczyc (POL) +42.17
10. Marek Dąbrowski (POL) +45.15
13. Martin Kaczmarski (POL) +50.36

Klasyfikacja generalna:
1. Nani Roma (ESP) 34:15.37
2. Stephane Peterhansel (FRA) + 12.10
3. Orlando Terranova (ARG) +54.33

6. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 3:00.03
7. Marek Dąbrowski (POL) + 3:20.47
9. Adam Małysz (POL) + 3:57.32
12. Martin Kaczmarski (POL) + 4:54.33

ETAP VIII

W poniedziałek 236 pojazdów, które przetrwały pierwszy tydzień morderczego wyścigu przez bezdroża Argentyny i Boliwii wjechało do Chile. To ostatni kraj na trasie tegorocznego Dakaru, a to oznacza, że rajd powoli zbliża się do mety. Polacy na 8. etapie ponownie pokazali się z bardzo dobrej strony. Najwyżej w swoich klasach uplasowali się Rafał Sonik (4. miejsce) i Krzysztof Hołowczyc (5. miejsce).

Motocykliści i quadowcy po nocy na biwaku w Uyuni, ruszyli na drugą część rajdowego maratonu, który prowadził wokół Salar de Uyuni – największego na świecie solniska. Zawodnicy nie mieli jednak zbyt wiele czasu na podziwianie widoków, bo odcinek specjalny prowadził w głównej mierze twardymi, szutrowymi drogami, na których mogli sprawdzić możliwości swoich maszyn i rozwinąć maksymalne prędkości. Taka trasa zupełnie nie odpowiadała Rafałowi Sonikowi, którego quad ma fabryczny silnik i dlatego krakowianin znacznie lepiej radzi sobie na technicznych odcinkach niż na długich prostych, gdzie jest po prostu wolniejszy od swoich rywali.

Tak było w poniedziałek. Kapitan Poland National Team robił co mógł, by gonić konkurentów, ale niestety Ignacio Casale odjechał mu na kolejny kwadrans i w klasyfikacji generalnej ma już 45 minut przewagi nad trzecim w zestawieniu Polakiem. Sonik ostatecznie stawił się na mecie oesu z 4. czasem i z pewnością już nie może doczekać się kolejnego etapu, który ma zupełnie inną charakterystykę.

Nie najlepiej etap rozpoczął Jakub Przygoński, który na drugim pomiarze czasu miał dopiero 28. rezultat. Różnice były jednak niewielkie i polski motocyklista zdołał wrócić do ścisłej czołówki, ostatecznie kończąc rywalizację na 9. miejscu. W „generalce” oznacza to niezmiennie 7. lokatę.

Na wiodącej przez Andy trasie, doskonały rytm wyraźnie złapał Krzysztof Hołowczyc, któremu służy jazda z przodu stawki u boku faworytów. Drugi dzień z rzędu kierowca czerwonego Mini stawił się na mecie jako 5. zawodnik, zostawiając za plecami między innymi lidera klasyfikacji generalnej, Naniego Romę. To pozwoliło mu awansować na 7. miejsce w klasyfikacji rajdu. Każda kolejna poprawa pozycji Hołka będzie sporym sukcesem, bo przed nim już tylko takie tuzy, jak: Sainz, Al-Attiyah, Terranova, De Villiers, Peterhansel, czy wspomniany Roma.

Biorąc przykład ze swojego mistrza, tempa nie zwalnia również Martin Kaczmarski. Debiutant ponownie otarł się o pierwszą „dziesiątkę”, kończąc zmagania na 12. pozycji. Cztery miejsca dalej uplasował się Adam Małysz z Rafałem Martonem, a z 25. czasem na finiszu w Calamie stawił się Marek Dąbrowski z Jackiem Czachorem. Te wyniki Biało-czerwonych spowodowały znacznie zmiany w klasyfikacji generalnej. Duet byłych motocyklistów spadł na 8. miejsce, „Orzeł z Wisły” wrócił na 10., a najmłodszy z naszych reprezentantów zanotował kolejny awans o jedną „oczko” i jest 14.

We wtorek kierowcy po raz ostatni ruszą na północ, by dotrzeć do miasta Iquique, skąd rozpoczną już drogę na południe w kierunku Valparaiso. Szykuje się ciężka próba na wydmach Atakamy, a na koniec niezwykle ostry zjazd do mety oesu.

Wyniki:

Motocykle

8. etap:
1. Cyril Despres (FRA) 5:23.20
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 2.09
3. Marc Coma (ESP) + 2.15

9. Jakub Przygoński (POL) +13.29

Klasyfikacja generalna:
1. Marc Coma (ESP) 32:06.19
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 38.08
3. Jordi Viladoms (ESP) + 1:27.22

7. Jakub Przygoński (POL) +2:06.06

Quady

8. etap:
1. Ignacio Casale (CHL) 6:18.47
2. Sebastian Husseini (NED) + 8.38
3. Sergio Lafuente (URY) + 15.25
4. Rafał Sonik (POL) + 16.04

Klasyfikacja generalna:
1. Ignacio Casale (CHL) 39:39.49
2. Sergio Lafuente (URY) + 21.40
3. Rafał Sonik (POL) + 45.56

Samochody

8. etap:
1. Nasser Al-Attiyah (QAT) 2:32.57
2. Stephane Peterhansel (FRA) +1.12
3. Carlos Sainz (ESP) + 2.36

5. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 7.49
12. Martin Kaczmarski (POL) + 18.33
16. Adam Małysz (POL) + 19.48
24. Marek Dąbrowski (POL) + 25.40

Klasyfikacja generalna:
1. Nani Roma (ESP) 29:46.08
2. Stephane Peterhansel (FRA) + 23.46
3. Giniel De Villiers (RPA) + 48 25

7. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 2:29.22
8. Marek Dąbrowski (POL) + 2:47.08
10. Adam Małysz (POL) + 3:27.35
14. Martin Kaczmarski (POL) + 4:15.33

źródło: Poland National Team

zdjęcia: Orlen Team

ETAP VII

W niedzielę, dojeżdżając do mety 7. etapu, kierowcy Poland National Team znaleźli się za półmetkiem rywalizacji. Dla motocykli i quadów finisz był jednak w zupełnie innym miejscu niż dla samochodów i ciężarówek. Rafał Sonik i Jakub Przygoński wjechali dzisiaj do Boliwii, a trasę odcinka specjalnego, kończącego się w Uyuni, pokonali odpowiednio na 4. i 5. miejscu. Również na „piątkę” pojechał Krzysztof Hołowczyc, dla którego ściganie rozpoczęło i skończyło się w argentyńskim mieście Salta.

Dakar po raz pierwszy w historii wjechał do Boliwii. Zanim jednak to się stało trasa odcinka specjalnego dla motocykli i quadów musiała zostać skrócona ze względu na nisko zawieszone chmury po argentyńskiej stronie granicy i brak możliwości startu helikopterów bezpieczeństwa. Na wąskich, skalistych górskich ścieżkach doskonale radził sobie Rafał Sonik. Kapitan Poland National Team większość dystansu zajmował drugą lokatę, ale w drugiej części wyprzedzili go Sebastian Husseini i Sergio Lafuente. Krakowianin tym samym zajął 4. miejsce i w klasyfikacji generalnej spadł na 3. pozycję. Do liderującego obecnie Ignacio Casale traci 29 minut i 52 sekundy.

- Niestety mój quad jest wolniejszy od quadów rywali. Na prostych, szutrowych drogach, których było bardzo dużo w drugiej części etapu, oni po prostu mi odjeżdżają. Około 20 km przed metą, po przejeździe przez rzekę zaczął mi się również blokować hamulec, bo dostała się do niego woda i błoto. Muszę teraz zająć się naprawą – powiedział Sonik na mecie w Uyuni.

Bardzo dobrze w stawce motocykli spisał się Jakub Przygoński, który doskonale czuje się na górskich, technicznych etapach. O tym, że naszemu jedynemu motocykliście niedzielny przejazd udał się doskonale świadczy 5. miejsce i strata zaledwie ośmiu minut do Joana Barredy. Hiszpan wygrał rywalizację z metą na skraju największej solnej pustyni świata – Salar de Uyuni. W „generalce” Przygoński niezmiennie zajmuje 7. miejsce.

Samochody pozostały w Argentynie, ponieważ boliwijskie ścieżki byłyby dla nich zdecydowanie za wąskie. Dlatego organizator wyznaczył dla nich ponad 500-kilometrową pętlę na północ od Salty. Trasa choć zróżnicowana obfitowała w odcinki pozwalające na szybką jazdę. Świetnie w tych warunkach spisały się dwa Mini All4 Racing z Krzysztofem Hołowczycem i Martinem Kaczmarskim. Mistrz wpadł na metę jako 5. zawodnik i awansował w klasyfikacji generalnej na 8. miejsce. Jego uczeń po raz kolejny popisał się równym tempem, kończąc zmagania na 12. pozycji. Ten wynik pozwolił mu awansować do pierwszej „piętnastki” klasyfikacji generalnej (15. lokata).

„Hołek” jest bliski awansu o kolejną pozycję w „generalce”, ale niestety kosztem kolegów z reprezentacji. Marek Dąbrowski i Jacek Czachor pokonali odcinek specjalny 7. etapu jako 21. załoga i ich przewaga nad olsztynianinem zmalała do zaledwie pięciu sekund. Z pierwszej „dziesiątki” wypadł Adam Małysz. Były mistrz narciarski spadł na 11. lokatę, po tym jak w niedzielę uzyskał 25. czas przejazdu.

Warto wspomnieć, że na półmetku rywalizacji świetnie radzi sobie holenderska ciężarówka, na której pokładzie funkcję mechanika sprawuje Dariusz Rodewald. Prowadzone przez Gerarda de Rooya Iveco stawiło się na mecie 8. etapu z trzecim czasem, ale w klasyfikacji generalnej utrzymało pewne prowadzenie, z 37-minutową przewagą nad rosyjskim Kamazem Andrieja Kirginowa.

W poniedziałek rajd wjedzie do Chile, gdzie na biwaku w Calamie ponownie spotkają się zawodnicy ze wszystkich czterech klas. Dla motocyklistów i quadowców skończy się tam drugi etap maratoński, więc zawodnicy, którzy nie oszczędzali swoich maszyn na boliwijski płaskowyżu Altiplano, mogą nie ustrzec się problemów. Samochody i ciężarówki czeka przeprawa przez Andy, po wąskich i niebezpiecznych drogach.

Wyniki

Motocykle

7. etap:
1. Joan Barreda Bort (ESP) 3:28.41
2. Marc Coma (ESP) + 4.03
3. Cyril Despres (FRA) + 5.35

5. Jakub Przygoński (POL)

Klasyfikacja generalna:
1. Marc Coma (ESP) 26:40.44
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 38.14
3. Jordi Villadoms (ESP) + 1:16.03

7. Jakub Przygoński (POL) + 1:54.52

Quady

7. etap:
1. Ignacio Casale (CHL) 3:56.19
2. Sergio Lafuente (URY) + 7.40
2. Sebastian Husseini (NED) + 8.38
3. Rafał Sonik (POL) + 9.57

Klasyfikacja generalna:
1. Ignacio Casale (CHL) 33:21.02
2. Sergio Lafuente (URY) + 6.15
3. Rafał Sonik (POL) + 29.52

Samochody

7. etap:
1. Carlos Sainz (ESP) 4:43.28
2. Nasser Al-Attiyah (QAT) +4.24
3. Stephane Peterhansel (FRA) +7.04

5. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 10.51
12. Martin Kaczmarski (POL) + 27.40
21. Marek Dąbrowski (POL) + 40.04
25. Adam Małysz (POL) + 42.49

Klasyfikacja generalna:
1. Nani Roma (ESP) 27:03.52
2. Stephane Peterhansel (FRA) +31.53
3. Giniel De Villiers (RPA) + 48.23

7. Marek Dąbrowski (POL) + 2:30.47
8. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 2:30.52
11. Adam Małysz (POL) + 3:17.06
14. Martin Kaczmarski (POL) + 4:06.19

ETAP V


FR - étape 5 - Top Moment - (Chilecito > Tucumán) przez Dakar

FR - étape 5 - Auto/Moto - Résumé de l'étape... przez Dakar

Przeklęta Fiambala, pojawiająca się w nocnych koszmarach zawodników, startujących co roku w Rajdzie Dakar ponownie dała o sobie znać. Czwartek dla Biało-Czerwonych był słodko-gorzki. Fantastycznie pojechali Adam Małysz, Marek Dąbrowski i Jakub Przygoński. Z drugiej jednak strony z rajdu wycofał się Piotr Beaupre, a Rafał Sonik i Krzysztof Hołowczyc ponieśli kolejne, znaczące straty.

- Podjąłem decyzję o wycofaniu się z Dakaru. Po wczorajszym wypadku auto miało sporo uszkodzeń. Mechanicy pracowali do 7:00 rano i z braku czasu podjęli tylko najważniejsze naprawy. Niestety na pierwszych, piaszczystych 30 km, sprzęgło odmówiło posłuszeństwa i auto stanęło. Był to efekt wczorajszej walki, przy próbach wyjazdu ze skalnej rozpadliny, do której wpadliśmy – poinformował Piotr Beaupre.

Kierowca, którego pilotem jest Jacek Lisicki, już na biwaku chciał się wycofać, ale do kontynuowania jazdy namówił go zespół.  – Straciliśmy wiele godzin, a w tym roku chciałem nie tylko dojechać do mety, ale powalczyć o wyższą lokatę niż w 2013. Niestety straciliśmy szanse na wynik – tłumaczył.

Na trasie pozostało dziewięciu Polaków, którzy nie mieli łatwego życia. O pechu może mówić Rafał Sonik, który najpierw pomylił drogę, a następnie z niewiadomych, jak na razie przyczyn zaczął coraz bardziej odstawać od swoich konkurentów. Po pierwszej części odcinka specjalnego miał 42 minuty straty do prowadzącego Sergio Lafuente i minutę mniej do Ignacio Casale. Kapitan Poland National Team nie dostał szansy rzucenia się w pogoń za rywalami, ponieważ ze względów bezpieczeństwa odwołano drugą część odcinka dla quadów i motocykli.

Krakowianin spadł na trzecie miejsce w „generalce”, ale na pocieszenie organizatorzy zdecydowali się rozpatrzeć pozytywnie protest, który wraz z grupą motocyklistów złożył dzień wcześniej w związku z błędami w roadbooku. Z ich powodu Sonik oraz Lafuente roztrwonili ponad 20-minutową przewagę nad Casale, gubiąc się na źle opisanej trasie. Kiedy organizatorzy zdecydowali o postawieniu na odcinku, wskazującego kierunek funkcyjnego, pojawił się jadący z tyłu Chilijczyk, obejmując prowadzenie. W czwartek zapadła decyzja o oddaniu zagubionym zawodnikom cennych minut, dzięki czemu strata Sonika do liderującego obecnie Lafuente wynosi tylko 23 minuty.

Skrócenie odcinka na dobre wyszło Jakubowi Przygońskiemu. Nasz jedyny motocyklista w stawce pędził po trasie piątego odcinka niczym pustynny wiatr i zapewnił sobie dzięki temu 3. miejsce. Wyprzedzili go jedynie Marc Coma i Jordi Villadoms. Polak awansował na 7. Miejsce w klasyfikacji generalnej. Do lidera traci aktualnie godzinę i 14 minut.

Wiele działo się na trasie w rywalizacji samochodów. Z bloków dynamicznie wystartował Krzysztof Hołowczyc, który chciał jak najszybciej zapomnieć o pechowej środzie. Na 147 km Mini Polaka zatrzymało się i olsztynianin ponownie stracił sporo czasu na naprawy pozwalające mu kontynuować ściganie. Na odrobienie strat nie było już jednak szans. „Hołek” przyjechał godzinę i 18 minut za Nanim Romą, który wygrał etap i w klasyfikacji generalnej spadł na 11. pozycję. Jego miejsce w pierwszej dziesiątce zajęli Marek Dąbrowski i Jacek Czachor, którzy wpadli na metę z 9. czasem. Minimalnie szybszy był Adam Małysz, który po pełnych problemów i nieco słabszych wyników pierwszych dniach, teraz wyraźnie dobrze poczuł się za kierownicą. Ósmy rezultat i awans na 12. lokatę w zestawieniu po pięciu odcinkach. „Oczko” niżej w „generalce” zajmuje Martin Kaczmarski. Młody kierowca nie obniża lotów i prezentuje wyjątkową jak na debiutanta dojrzałość jazdy. Dziś spokój i opanowanie Kaczmarskiego zostały nagrodzone na mecie, którą minął jako 15. samochód.

Wyniki:

Motocykle

5. etap
1. Marc Coma (ESP) 3:02.08
2. Jordi Viladoms (ESP) + 12.54
3. Jakub Przygoński (POL) + 22.45

Klasyfikacja generalna:
1. Marc Coma (ESP) 18:45.11
2. Joan Barreda Bort (ESP) + 41.10
3. Francisco Lopez Contrad (CHL) + 53.41

6. Jakub Przygoński (POL) + 1:14.27

Quady

5. etap:
1. Sergio Lafuente (URU) 3:53.48
2. Ignacio Casale (CHL) + 1.21
3. Rafał Sonik (POL) + 42.14

Klasyfikacja generalna:
1. Sergio Lafuente (URU) + 23:23.43
2. Ignacio Casale (CHL) + 16.52
3. Rafał Sonik (POL) + 23.12

Samochody

5. etap
1. Nani Roma (ESP)  4:27.01
2. Giniel de Villiers (RPA)  + 4.20
3. Robby Gordon (USA) + 20.12

8. Adam Małysz (POL) + 27.18
9. Marek Dąbrowski (POL) + 29.20
16. Martin Kaczmarski (POL) + 53.32
25. Krzysztof Hołowczyc (POL) 1:18.05

Klasyfikacja generalna:
1. Nani Roma (ESP)  19:21.54
2. Nasser Al-Attiyah (QAT)  + 26.28
3. Orlando Terranova (ARG) + 31.46

9. Marek Dąbrowski (POL) + 1:45.58
11. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 2:22.59
12. Adam Małysz (POL) + 2:31.56
13. Martin Kaczmarski (POL) + 2:40.04

ETAP IV

Po doskonałym trzecim etapie w wykonaniu kierowców Poland National Team, w środę przyszedł czas na tonowanie euforii. Zawodnicy to znudzenia powtarzają, że Dakar jest bezlitosny i nie można odmówić im racji. Na trasie czwartego etapu definitywnie zatrzymała się druga z polskich ciężarówek. Trzy koła na trasie zniszczył Krzysztof Hołowczyc i podobnie jak Rafał Sonik stracił cenne minuty do swoich najpoważniejszych rywali.

Po dwóch dniach ścigania kierowcy wszystkich klas spotkali się ponownie na jednym biwaku w Chilecito. Motocykle i quady kończyły tu etap maratoński, a samochody i ciężarówki dotarły po pokonaniu niezwykle długiego (najdłuższego od 2005 roku) 657-kilometroweg odcinka specjalnego. Właśnie ze względu na długość trasy, wyjątkowo jako pierwsze wyjechały dziś na nią samochody. Pierwsze na mecie były jednak tradycyjnie motocykle, które do pokonania miały „tylko” 352 km. Jakub Przygoński zajął 13. miejsce w stawce i spadł na 10. lokatę w klasyfikacji generalnej. Polak traci coraz więcej do liderów wyścigu i ciężko będzie mu się przebić bliżej oddalającej się czołówki.

Zanim na metę dojechały samochody, Robert Jachacy, pilot Grzegorza Barana przesłał prosto z trasy wiadomość o wycofaniu się ich ciężarówki z Dakaru. Auto zostało poważnie uszkodzone na ukrytych w piasku wybojach. – Po dwóch godzinach w pełnym słońcu, trochę metodą Adama Słodowego, udało nam się przykręcić pęknięte amortyzatory. Chyba tylko po to, żeby trzy kilometry dalej urwało się mocowanie tych amortyzatorów od ramy samochodu. Tego nie jesteśmy w stanie naprawić tak, by kontynuować rajd, więc finito – poinformował zawiedziony Jachacy. Wcześniej z rajdu, z powodu awarii elektroniki musiała wycofać się Tatra Jarosława Kazberuka i Macieja Martona.

O pechu może mówić również Rafał Sonik. Lider klasyfikacji generalnej po wtorkowym etapie, jechał tuż za plecami Sebastiana Husseiniego aż do 265. km. Tam pomylił trasę, podobnie jak Holender i podążający za nimi Urugwajczyk Sergio Lafuente. Błąd w nawigacji kosztował go sporo czasu, bo roztrwonił ponad 20-minutową przewagę nad Ignacio Casale i na mecie ostatecznie stawił się na 4. miejscu 15 minut i 45 sekund za liderem. Tym samym drugi w zeszłorocznym Dakarze Chilijczyk zastąpił kapitana Poland National Team na pozycji lidera klasyfikacji generalnej z ponad dziewięcioma minutami przewagi.

Aura trasy z San Juan wyraźnie nie sprzyjała Polakom, bo problemy miał również Krzysztof Hołowczyc. Olsztynianin początkowo próbował trzymać tempo uciekającej szóstki faworytów (Al-Attiyah, Villagra, Roma, Peterhansel, Terranova i Sainz). Niestety złapał trzy kapcie, a ponieważ wiózł tylko dwa koła zapasowe znaczną część trasy musiał pokonać na przebitej oponie. Co więcej wraz z dwoma innymi Mini w pewnym momencie pomylił drogę i ten błąd również kosztował go kilka minut. – Niestety skończyło się na 45 minutowej stracie i spadku o jedną miejsce w „generalce”. Nie ukrywam, że po wczorajszym sukcesie, dziś jestem mocno rozczarowany – przyznał Hołowczyc.

 

 

Nieco ponad siedem minut wolniejszy od swojego mistrza był dziś Martin Kaczmarski, który uplasował się na 21. Pozycji.  Najszybszym polskim samochodem, już po raz drugi w tegorocznym rajdzie okazała się Toyota Marka Dąbrowskiego i Jacka Czachora, która dojechała na metę z 11. czasem (5:57.45). Swój rytm sprzed roku odzyskał Adam Małysz, który dotarł na finisz z bardzo dobrym, 15. rezultatem.

Wyniki:

Motocykle

4. etap:
1. Juan Pedrero Garcia (ESP) 5:29.13
2. Francisco Lopez Contrado (CHL) + 0.29
3. Marc Coma (ESP) + 3.10

13. Jakub Przygoński + 30.54

Klasyfikacja generalna:
1. Joan Barreda Bort (ESP) 15:39.53
2. Marc Coma + 3.10
3. Francisco Lopez Contrad + 5.12

10. Jakub Przygoński + 54.52

Quady

4. etap:
1. Ignacio Casale (CHL) 7:15.31
2. Sebastian Husseini (NLD) + 12.05
3. Sergio Lafuente (URY) + 13.33
4. Rafał Sonik (POL) + 15.45

Klasyfikacja generalna:
1. Ignacio Casale (CHL) 19:45.26
2. Rafał Sonik (POL) + 9.35
3. Sebastian Husseini (NLD) + 13.14

Samochody

4. etap:
1. Carlos Sainz (ESP) 5:20.32
2. Stephane Peterhansel (FRA) + 6.04
3. Nasser Al-Attiyah (QAT) + 8.58

11. Marek Dąbrowski (POL) + 37.14
15. Adam Małysz(POL) +43.47
19. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 45.06
21. Martin Kaczmarski (POL) + 52.12

Klasyfikacja generalna
1. Carlos Sainz (ESP) 14:52.47
2. Nani Roma (ESP) + 2.06
3. Nasser Al-Attiyah (QAT) + 6.56

9. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 1:07.00
10. Marek Dąbrowski (POL) + 1:18.44
14. Martin Kaczmarski (POL) + 1:48.38
16. Adam Małysz (POL) + 2:06.44

ETAP III


FR - étape 3 - Auto/Moto - Résumé de l'étape... przez Dakar

Polacy nie boją się wysokości i świetnie sobie z nią radzą. Na trzecim etapie Rajdu Dakar motocykliści i quadowcy wyjechali na 4300, a kierowcy na 3000 m n.p.m. I choć inni zawodnicy mieli w tych warunkach spore problemy, kierowcy Poland National Team spisali się na medal! Rafał Sonik wygrał rywalizację w swojej klasie i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Krzysztof Hołowczyc dotarł do mety z drugim czasem i w „generalce” przesunął się na 8. lokatę, ale co najważniejsze zaczął odrabiać straty.

Z powodu trudnych warunków pogodowych, jakie w ostatnich dniach panowały na trasie z San Rafel do San Juan organizatorzy zdecydowali się skrócić odcinek specjalny. Motocykliści i quadowcy zamiast 373 pokonali 243 km, podczas gdy dystans kierowców został skrócony do 222 km.

Fenomenalnie na tej trasie spisał się Rafał Sonik, który z czasem 4:58.00 okazał się najszybszym kierowcą w stawce quadów, ale nie uniknął przygód. – Dziś był bardzo trudny nawigacyjnie odcinek i kilka razy się zgubiłem. Zepsuł mi się też metromierz, ale to co najważniejsze stało się w końcówce etapu. Przestała mi działać pompa paliwa, odpowiadająca za transport benzyny między bakami. Kiedy dojechałem do końca oesu właśnie wyparowała ostatni kropla. Zgasł silnik i już przetoczyłem się przez linię mety. Gdyby etap był kilometr dłuższy, pchałbym quad. Dobrze, że nie sprawdzałem poziomu paliwa w trakcie jazdy, bo pewnie już w połowie trasy padłbym na zawał – śmiał się kapitan Poland National Team, który został liderem klasyfikacji generalnej. Z powodu wypadku, z rywalizacji wycofał się najpoważniejszy konkurent krakowianina w walce o zwycięstwo, Argentyńczyk Marcos Patronelli.

Fenomenalnie na trasie poradził sobie Krzysztof Hołowczyc, który wykorzystał słabszy dzień takich tuzów, jak Stephane Peterhansel, czy Nasser Al-Attiyah i odrobił cenne minuty dojeżdżając na metę na drugiej pozycji. Szybszy o minutę był tylko Nani Roma, który objął dzięki temu prowadzenie w klasyfikacji generalnej. – Po wczorajszym niepowodzeniu chcieliśmy z Konstantinem pojechać czysto i szybko. W żadnym razie nie chcieliśmy odrabiać strat za wszelką cenę. Taka taktyka doskonale się sprawdziła i chyba stąd tak dobry wynik. Zaliczyliśmy bardzo czysty przejazd, nie złapaliśmy żadnego kapcia, a nasze Mini spisywało się świetnie – powiedział Hołek na mecie w San Luis.

Fenomenalnie spisał się również najmłodszy z Polaków, Martin Kaczmarski. Prowadzący Mini All4 Racing debiutant z etapu na etap nabiera tempa i wtorkowy, górski odcinek zakończył na doskonałej 12. pozycji. – Wynik Martina wprawił mnie w osłupienie. Jak na tak młodego debiutanta rezultat jest naprawdę niewiarygodny – komentował wynik młodszego kolegi Hołowczyc.

Miejsca za pierwszą „dwudziestką” zajęli Marek Dąbrowski z Jackiem Czachorem (22) i Adam Małysz z Rafałem Martonem (25). Piotr Beaupre z Jackiem Lisickim po trudnym, drugim etapie, tym razem pojechali solidnie, kończąc rywalizację, jako 30. załoga.

Do udanych wtorkowy etap może również zaliczyć Jakub Przygoński, który na finisz wpadł jako 9. motocyklista i również 9. lokatę zajmuje aktualnie w klasyfikacji generalnej.

Trzeci etap jest pierwszą częścią rajdowego maratonu, co oznacza, że kierowcy nie mają dziś możliwości skorzystania ze swojego serwisu. Pojazdy zostały zamknięte na noc w parku maszyn i podstawowych napraw będzie można dokonać dopiero w środę na mecie w Chilecito.

Wyniki:

Motocykle

3. etap:
1. Joan Barreda Bort (ESP) 3:47.03
2. Cyril Despres (FRA) + 4.41
3. Marc Coma (ESP) + 6.56

9. Jakub Przygoński (POL) + 20.12

Klasyfikacja generalna:
1. Joan Barreda Bort (ESP) 9:56.44
2. Cyril Despres (FRA) + 13.04
3. Marc Coma (ESP) + 13.56

9. Kuba Przygoński +37’54”

Quady

3. etap:
1. Rafał Sonik (POL) 4:58.00
2. Ignacio Casale (CHL) + 3.50
3. Sergio Lafuente (URY) + 4.02

Klasyfikacja generalna:
1. Rafał Sonik (POL) 12:23.45
2. Ignacio Casale (CHL) + 6.10
3. Sebastian Husseini (NED) + 7.19

Samochody

3. etap
1. Nani Roma (ESP) 2:58.52
2. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 1.07
3. Leeroy Poulter (RPA) + 3.19

12. Martin Kaczmarski (POL) + 13.17
22. Marek Dąbrowski (POL) + 19.43
25. Adam Małysz + 20.38
30. Piotr Beaupre (POL) + 28.38

Klasyfikacja generalna:
1. Nani Roma (ESP) 09:20.13
2. Orlando Terranova (ARG) + 9.06
3. Nasser Al-Attiyah (QAT) + 10.00

8. Krzysztof Hołowczyc (POL) + 33.56
13. Marek Dąbrowski (POL) +53.32
16. Martin Kaczmarski (POL) + 1:08.28
20. Adam Małysz (POL) + 1:34.59
40. Piotr Beaupre (POL) + 3:34.51

ETAP II


FR - étape 2 - Auto/Moto - Résumé de l'étape... przez Dakar

Po relatywnie łatwym i krótkim odcinku specjalnym pierwszego dnia zmagań, na drugim etapie Rajdu Dakar z mniejszymi lub większymi awariami walczyli niemal wszyscy. Doskonale poradził sobie Rafał Sonik, który mimo jazdy przez 190 km z przebitą oponą stawił się na mecie z trzecim czasem. Rewelacyjnie spisała się także załoga Marek Dąbrowski – Jacek Czachor, która pokonała 433 km jako 11. zespół w stawce samochodów.

Jak zawsze pierwsi na trasę ruszyli motocykliści. W tej niezwykle wyrównanej stawce najszybszy tym razem okazał się Brytyjczyk Sam Sunderland. Jedyny Polak, Jakub Przygoński stawił się na mecie z 13. rezultatem, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej awansował na 14. lokatę.

Doskonale poradził sobie Rafał Sonik, który wpadł na metę z trzecim czasem, niewiele tracąc do miejscowych wyjadaczy Marcosa Patronellego i Lucasa Bonetto. – Wygrałbym ten etap w cuglach, ale przebiłem oponę. Nie mając możliwości naprawy musiałem pokonać na niej 190 km odcinka specjalnego. Trochę jestem zawiedziony, ale z drugiej strony mogło być gorzej, bo przed startem oesu zorientowałem się, że nie działa pompa paliwa. Za pomocą butelki, rurki i… własnych ust musiałem przepompować benzynę. Mam trochę popalone ręce i absmak w ustach, ale warto było – śmiał się na mecie kapitan Poland National Team, który pokonał trasę w czasie 4:45.34 i w klasyfikacji generalnej zajmuje obecnie trzecie miejsce z sześciominutową stratą do liderującego Patronellego.

Fenomenalnie w rywalizacji samochodów spisali się Marek Dąbrowski i Jacek Czachor, którzy okazali się najszybsi wśród polskich załóg. Czas 4:23.53 dał im nie tylko 11. pozycję w 2. etapie, ale również awans na 10. miejsce w klasyfikacji generalnej. Trochę problemów miał Krzysztof Hołowczyc, który stracił sporo czasu zmieniając opony oraz błądząc pod koniec pustynnej sekcji. – Takiego początku Dakaru zupełnie się nie spodziewałem. Po wczorajszym bardzo przyzwoitym wyniku dziś ruszyliśmy w bojowych nastrojach. Jechałem dobrym tempem i czułem prawdziwą satysfakcję z jazdy. Niestety kłopoty z przebitymi oponami i błędy nawigacyjne sprawiły, że straciliśmy w sumie 37 minut do Peterhansela i spadliśmy na 9. miejsce w „generalce”. No cóż, mam tylko nadzieję, że co się słabo zaczyna dobrze się kończy… Trzeba walczyć dalej o każdą cenną minutę. Przed nami jeszcze kawał drogi do Valparaiso – mówił nieco zawiedziony „Hołek”.

Na pocieszenie, świetnie spisał się uczeń Hołowczyca, Martin Kaczmarski. Debiutant wywalczył dziś 18. lokatę, a na trasie pomagał wyciągnąć samochód Adama Małysza, który zakopał się na grząskich wydmach. – Dakar się rozkręca, a my razem z nim – cieszył się młody kierowca.

Adam Małysz z Rafałem Martonem dotarł do mety na 26. miejscu. Piotr Beaupre i Jacek Lisicki uzyskali 56. czas. Grzegorz Czarnecki i Bartłomiej Boba, podobnie jak polskie ciężarówki, wciąż są na trasie odcinka specjalnego.

źródło: Poland National Team

trasa Rajdu DAKAR 2014

Aż 11 spośród 18 Polaków, którzy 5 stycznia wyruszą w trasę pierwszego etapu Rajdu Dakar pojawiło się na spotkaniu z dziennikarzami, żeby opowiedzieć o swoich planach i nadziejach na zbliżający się start. Zabrakło jedynie Grzegorza Czarneckiego i Bartłomieja Boby, którzy wyjechali na treningi do Dubaju oraz załogi Orlen Teamu, która do południowoamerykańskiego wyzwania również przygotowuje się na piaskach Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

- U podstaw Poland National Team legło marzenie o zintegrowaniu środowiska rajdowego i rozwoju motorsportu – mówił Piotr Beaupre, który wraz z Jackiem Lisickim chcą w tym roku powalczyć o poprawienie zeszłorocznego wyniku (37. Miejsce). – Wszystko zaczęło się małej knajpce w Lizbonie w 2008 roku, kiedy odwołano Dakar – dodał Rafał Sonik, drugi z inicjatorów powstania rajdowej drużyny narodowej. – Zebrali się tam wszyscy Polacy i nagle okazało się, że nie jest nas kilku, czy kilkunastu, ale kilkudziesięciu. Idea stała się ciałem w 2012 roku, a przełomowy był rajd w 2013, kiedy po raz pierwszy byliśmy naprawdę razem.

Ponad 70 przybyłym na konferencję dziennikarzom zaprezentowano trasę tegorocznego Dakaru, o której kilka słów powiedział Jarosław Kazberuk. Kierowca potężnej Tatry, dzieli swoje obowiązki z Robinem Szustkowskim. W ubiegłym roku, w ostatnim dniu rajdu, załodze rozsypała się skrzynia biegów i w tych pechowych okolicznościach nie udało im się dojechać do mety. Teraz mają coś do udowodnienia. Są silniejsi, szybsi, a przede wszystkim bardziej doświadczeni, co potwierdzał młodszy z zawodników. – Powoli łapię „dakarowego nosa” i nawet na piachu już radzę sobie lepiej. Muszę jednak przyznać, że umiejętności Jarka do pokonywania wydm wciąż mnie zaskakują.

- Jesteśmy teraz w szalonym okresie. Biegamy, pływamy, jeździmy na rowerach, ale najchętniej wsiadłbym już do samochodu i ruszył na trasę – podkreślał z entuzjazmem Krzysztof Hołowczyc. Nasz najlepszy kierowca będzie przemierzać bezdroża Argentyny, Boliwii i Chile w towarzystwie doświadczonego pilota Konstantina Żilcowa. – Angielski akcent Konstantina sprawia, że w huku podczas jazdy trudno go zrozumieć, dlatego przyda się moja znajomość rosyjskiego. Traf sprawił, że polski kierowca pojedzie z rosyjskim pilotem w niemieckim samochodzie – śmiał się zawodnik.

Determinację całego zespołu do tego, by wypaść jak najlepiej podkreślał Rafał Sonik. – Chcemy pokazać, że stać nas na więcej. Że jako drużyna wiele możemy osiągnąć. To będzie najtrudniejszy z dotychczasowych Dakarów, a organizatorzy przewidują, że do mety dojedzie mniej niż połowa startujących. Jest taka anegdota, że tak musi być ze względu na koszty, jakie ponosi ASO. Po prostu – im mniej będzie codziennie zawodników na trasie, tym mniej będą musieli wydać organizatorzy – żartował zdobywca trzeciego miejsca w Dakarze 2013.

Najmłodszym zawodnikiem, który pojedzie w barwach narodowych jest Martin Kaczmarski. Uczeń Krzysztofa Hołowczyca obserwował już Dakar w ubiegłym roku, ale styczniowy start będzie dla niego prawdziwą szkołą życia. – Mój pilot Felipe Palmeiro jest bardzo doświadczony i wierzę, że przeprowadzi nas przez to wyzwanie. Starsi koledzy cały czas powtarzają, że w pierwszym starcie wynik nie ma znaczenia. To ma być nauka, ale mam nadzieję, że nie zawiodę.

Na poprawienie wyniku z ubiegłego roku ma nadzieję Grzegorz Baran, któremu w szoferce 10,5-tonowego MANa będą towarzyszyć Robert Jachacy i Paweł Grot. – Nasze auto ma nowe zawieszenie, otrzymało również centralny układ pompowania, nowy układ zasilania i układ wydechowy.  Celem jest oczywiście meta, ale jak chyba każdy, marzymy żeby ukończyć Dakar na jak najlepszym miejscu – mówił Robert Jachacy.

W reprezentacji Polski pojawiła się również nowa twarz. Klaudia Podkalicka, kierowca rajdowy, o Dakarze marzy już od lat. W tym roku miała nadzieję na podjęcie wyzwania, ale niestety kłopoty zdrowotne jej pilota, Joanny Madej przesunęły realizację planów na 2015 rok. – W 2008 roku dostałam propozycję startu od Grześka Barana. Od tamtej pory Dakar nie daje mi spokoju i obiecałam sobie, że nie odpuszczę. Krok po kroku zmierzam w kierunku osiągnięcia celu. Dzięki Poland National Team, w styczniu pojadę do Ameryki Południowej po naukę. Mam nadzieję, że przywiozę cenne doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości – powiedziała zawodniczka.

źródło: Poland National Team

Adam Małysz po raz kolejny pojedzie Toyotą Hilux w Rajdzie Dakar

W dniach 5-18 stycznia 2014 roku na terenie Argentyny, Boliwii i Chile odbędzie się kolejna edycja Rajdu Dakar. Wśród startujących załóg znajdują się Adam Małysz i Rafał Marton z Orlen Teamu, którzy po raz kolejny pojadą Toyotą Hilux Overdrive. W porównaniu do zeszłorocznego auta, obecna wersja rajdówki jest jeszcze mocniejsza.

Dla Adama Małysza będzie to trzeci start w tej imprezie. Dwa lata temu, będąc debiutantem w Dakarze, najtrudniejszym rajdzie świata, ukończył rywalizację na 37. pozycji w klasyfikacji generalnej. Przed rokiem, kiedy po raz pierwszy wystartował Toyotą Hilux w specyfikacji T1, zajął doskonałą 15-stą lokatę, będąc najwyżej sklasyfikowanym polskim kierowcą samochodowym.

Po Rajdzie Dakar zespół kontynował starty w rajdach terenowych, wykorzystując tę samą Toyotę. Cały rok, choć bogaty w starty, upłynął jednak w atmosferze przygotowań do kolejnego Dakaru. Zawodnicy skoncentrowali się na  cyklu mistrzostw strefy Europy Centralnej (CEZ). Załoga Orlen Teamu wzięła udział w czterech z sześciu składających się na ten sezon eliminacji, dwukrotnie stając na najwyższym stopniu podium (Toolimpex Cup, Baja Carpathia) i raz zajmując trzecie miejsce (Baja Poland). Tym samym - rewelacyjnie radzący sobie w drugim pełnym sezonie startów - zespół zdeklasował konkurentów w punktacji, zdobywając mistrzostwo CEZ.

To niejedyny sukces zespołu. Małysz z Martonem zajęli swoją Toyotą Hilux takżedrugie miejsce w Rajdowych Mistrzostwach Polski Samochodów Terenowych.

Na zakończenie sezonu, Adam Małysz komentował:

Mamy z Rafałem Mistrzostwo CEZ i wicemistrzostwo Polski. Jesteśmy zadowoleni z całego sezonu, dzięki któremu zdobyłem wiele cennego doświadczenia. Jednak to nie koniec pracy. Wciąż się uczę, więc przed nami jeszcze wiele treningów przed Rajdem Dakar 2014. Nie możemy się już doczekać.

Samochód, którym Adam Małysz i Rafał Marton wystartują w Rajdzie Dakar 2014 jest kolejną odsłoną rajdowej Toyoty Hilux Overdrive. Zawodnicy wielokrotnie podkreślali, jak wielki skok w możliwościach ścigania się w Dakarze umożliwiła im zamiana poprzedniego auta na Hiluxa. Adam po pierwszych jazdach nową rajdówką powiedział:

Nie ukrywam, że jest to naprawdę rewelacyjny samochód, jesteśmy z niego bardzo dumni i zadowoleni. Przed tegorocznym startem został gruntownie przebudowany, wymieniliśmy większość części, powiększyliśmy silnik Toyoty do 5 litrów i dołożyliśmy 20 KM mocy. Ale to co cenię w tym samochodzie przede wszystkim, to niezawodność. Jest to marka i samochód najwyższej jakości. Mam nadzieję, że i w tym roku, tak jak w ubiegłym spisze się na medal i znów będziemy mieli szanse przeżywać w nim niezmierne emocje.

Tegoroczna Toyota Hilux, którą Adam Małysz i Rafał Marton wystartują w Rajdzie Dakar ma następujące parametry:

- 8-cylindrowy silnik TOYOTA o pojemności 5.0l
- Moc 370 KM
- Moment obrotowy 650 Nm
- Sekwencyjna 6-stopniowa skrzynia biegów
- Sprzęgło AP Racing Sinter metalik
- Felgi Evo Corse
- Opony BF Goodrich
- 2 koła zapasowe Evo Corse / BF Goodrich
- Amortyzatory Reiger
- Wymiary (dł. / szer. / wys.) 4900 mm / 2000 mm / 1750 mm
- Masa netto ok. 1937 kg

 

źródło: expedycja.pl

Free counters!

PATRONI I PARTNERZY "CHALLENGE: ARMENIA"

patronat honorowy wyprawy

ZAPOWIEDZI: